Odpowiedzialna Turystyka

Lokalnie - odpowiedzialnie (Burkina Faso)

 

 

„???” – tak najczęściej reagują moi znajomi, kiedy w rozmowie pada nazwa tego zachodnioafrykańskiego kraju. Chociaż Burkina Faso jest niewiele mniejsza od Polski,  mało kto potrafi ją zlokalizować na mapie. Wielu trudno uwierzyć, że wychodząc rano z warszawskiego mieszkania, wieczorem można tańczyć w barze w Wagadugu, uchodzącym za kulturalne centrum tej części Afryki.

Burkina Faso to Afryka w miniaturze. Na jej północnych krańcach piasek przesypuje się pod nogami wielbłądów. Na południu w zieleni tropikalnego lasu kryją się stada słoni. Do tego trzeba dodać sto kilkadziesiąt grup etnicznych z ich oryginalnymi zwyczajami, architekturą i rękodziełem oraz fakt, że Burkina jest krajem wyjątkowo stabilnym politycznie. Rachunek jest prosty – warto tu przyjechać. A jednak turyści znacznie częściej wybierają nadmorską Ghanę czy kuszące legendą Timbuktu Mali. Burkinę traktują najczęściej jako kraj tranzytowy, ale potem właśnie o niej długo opowiadają znajomym. Ważnym motywem tych relacji są ludzie: otwarci, przyjaźni, ale nie narzucający się. Ten, kto kiedykolwiek musiał odpierać natarczywe ataki samozwańczych przewodników, masowe prośby o prezenty czy łapówki a nawet wyimaginowane oskarżenia o rasizm, doceni spokój Burkiny, której nazwa w tłumaczeniu brzmi „kraj ludzi prawych”.


Burkina Faso nie znajdziemy na pierwszych stronach turystycznych katalogów. Przyjazdy zagranicznych gości nie są tu kwestią ekonomicznego być albo nie być (dużo więcej emocji wywołują zbiory bawełny), dlatego oficjalne strategie i programy nie poświęcają wiele miejsca turystyce. Nie jest to jednak żadną przeszkodą, żeby budować dobre wzorce tam, gdzie są najbardziej potrzebne – u podstaw.
Hamadou Maiga pochodzi z północy kraju, z okolic słynącego z barwnego targu Gorom Gorom. Sahel to malowniczy, ale jednocześnie bardzo ubogi region; susze przeplatają się tu z katastrofalnymi powodziami i plagami szarańczy. Wiele organizacji międzynarodowych próbuje wspierać Burkińczyków w walce o lepsze życie. Hamadou pracował w kilku z nich. „Chłopiec do wszystkiego”, potem kierowca, z czasem stał się ważnym partnerem i przyjacielem swoich pracodawców. Kiedy kończył się kolejny projekt, Hamadou postanowił się usamodzielnić. „Znałem już wasze zwyczaje i potrzeby. Wiedziałem że sobie poradzę.” Pożyczka od francuskich przyjaciół pozwoliła na zakup kilkunastoletniej terenowej toyoty. Pierwszych klientów pozyskał dzięki dawnym kontaktom. Polecili go kolejnym, ale też pomogli stworzyć stronę internetową firmy. „To oni opowiedzieli mi o turystyce odpowiedzialnej. Sam nie wiedziałem, że się tak nazywa, ale przecież właśnie to zawsze robiłem” – opowiada Hamadou. „Nie wiem, czy definicje są ważne. Trzeba po prostu być dobrym dla ludzi – i dla klientów, i dla tych, których odwiedzamy. Najchętniej pokazuję turystom moje rodzinne strony, ale jeśli chcą, jadę wszędzie. Do Mali, do Beninu, do Nigru – jeśli szanujesz ludzi i potrafisz się porozumieć, to nigdzie nie będzie problemów”.

Odpowiedzialność w turystyce ma dla Hamadou jeszcze inny wymiar. Pracuje na własną rękę, nie będąc związanym z żadną organizacją, stowarzyszeniem czy firmą. Z jednej strony znaczy to, że cały zysk trafia do jego kieszeni – ale też obciąża go 100% strat, jeśli sezon nie będzie dobry. A takiego nie było już od kilku lat. Niepokoje w sąsiednich krajach, głównie zaś zagrożenie porwaniami przez islamskich ekstremistów, skutecznie odstraszyły gości. I nie ma większego znaczenia, że akurat w Burkinie jest równie spokojnie, jak zawsze. Praca w turystyce daje dobry zysk, co zazwyczaj pozwalało przeczekać trudniejszy okres. Aby utrzymać firmę i rodzinę, wystarczy kilku klientów rocznie. Jednak ostatnio nie przyjeżdża nawet tylu.  W końcu Hamadou zatrudnił się w kopalni złota. „Jestem operatorem wielkiej ciężarówki. Zarabiam tyle, co w dobrych latach z turystami, ale to ciężka praca, po kilkanaście godzin na dobę. Na dokładkę te wielkie dziury w ziemi niszczą nasz kraj, nie są dobre dla środowiska. Wiem, że w przyszłości mogą być z tym problemy. Ale co mam robić? Kto zarobi na szkołę dla dzieci i nowy dach? Kiedy wrócą turyści, wrócę i ja. Lubiłem tę pracę. W końcu – uśmiecha się – nie chodzi tylko o pieniądze. Najważniejsze jest spotkanie”. 

 

Ciekawe linki:
www.agence-hamadou.com
www.ontb.bf

 

autorka: dr Sylwia Kulczyk