Odpowiedzialna Turystyka

Lokalnie - odpowiedzialnie (Belize)

W pojęciu „turystyka odpowiedzialna” czai się nutka powagi. Tymczasem nie każdy (tak naprawdę większość) nie ma ochoty spędzać wakacji ucząc się, pomagając i na inne sposoby walcząc o lepszy świat. Czy odpowiedzialność może być przyjemna? Zapraszamy do Belize.
 

Do niedawna mało kto słyszał o tym małym kraju w Ameryce Środkowej. Odludne, porośnięte tropikalnym lasem wybrzeże było przed kilkuset laty świetnym schronieniem dla piratów. To ich uważa się za założycieli państwa, które na tle swoich sąsiadów jest prawdziwym tyglem etnicznym. Oprócz Indian  i awanturników morskich mieszka tu między innymi duża mniejszość chińska, stroniący od kontaktów ze światem zewnętrznym menonici i Garifuna, którzy w spadku po swoich afrykańskich przodkach odziedziczyli wyjątkowy talent muzyczny. Jeśli dodać do tego malownicze ruiny Majów, ciągle dziewicze lasy, a przede wszystkim drugą co do długości rafę koralową świata, jest oczywiste, że boom turystyczny był w Belize tylko kwestią czasu. Na dokładkę to tylko parę godzin lotu z Miami, a językiem urzędowym jest angielski.
 

A jednak – w przeciwieństwie do leżącej tuż za miedzą meksykańskiej Riviera Maya – nie uświadczysz tu tłumów, kilkunastopiętrowych hoteli i martwych korali wyrzucanych na rozmytą erozją plażę. Belize wybrało inną drogę, stawiając na rozwój turystyki zgodnej z paradygmatem zrównoważonego rozwoju.
Trudno uwierzyć, że jeszcze trzydzieści lat nie było tu obszarów chronionych. Obecnie pokrywają one niemal 40% kraju. Jednym z pierwszych był prywatny rezerwat założony w1985 r. celu ochrony wyjca czarnego. Inicjatywa amerykańskiego prymatologa R. Horwicha i mieszkańca wsi Bermudian Landing, F. Younga, okazała się strzałem w dziesiątkę; rezerwat uważany jest za modelowy przykład współpracy na linii ochrona przyrody – nauka – turystyka. W projekt zaangażowani są mieszkańcy siedmiu wiosek. Większość z nich czerpie bezpośrednie wpływy z turystyki rozwijanej na terenie rezerwatu. Oferta jest szeroka – można wybrać się na dzienną bądź nocną przechadzkę albo spłynąć rzeką. Odszukać rośliny lecznicze, szukać z latarką krokodyli, no i oczywiście wypatrzyć wśród gałęzi jednego z dwóch tysięcy czarnych wyjców. Albo prostu zalec w hamaku rozwieszonym przed tradycyjną kreolską chatą i słuchać, jak w zaroślach hałasują cykady. Czym różni się Community Baboon Sanctuary od wielu podobnych projektów na świecie? Przede wszystkim jakością realizacji. Przewodnicy nie tylko pochodzą z wiosek na terenie rezerwatu, ale ukończyli specjalistyczne kursy i szkolenia. Nie przechwalają się, ale dzielą swoją wiedzą. Nie epatują sprawnością fizyczną – rozumiejąc, że każdy ma swój Everest, z anielską cierpliwością ułatwią kontakt z przyrodą „ofiarom” zbyt obfitej kuchni czy małej ilości ruchu. Profesjonalną wiedzę łączą z wrodzonym luzem, a swoją pasją zarażają klientów – nawet, jeśli Ci do tej pory nie byli przekonani, że wędrówka po ciemnym, pełnym dziwnych głosów lesie to rzeczywiście dobry pomysł.
Za to w atrakcyjność wakacji nad ciepłym morzem nie wątpi nikt. Caye Caulker – jedna z wielu koralowych wysepek rozrzuconych wzdłuż wybrzeży Belize – to ikona turystycznego raju. Gości wysiadających z szybkiej motorówki, która przywiozła ich z Belize City dziwi brak ulicznego hałasu. Jedyny transport na wyspie to elektryczne meleksy i rowery – ostatni land rower  już dawno zamienił się w oryginalną donicę na kwiaty. Na wąskich uliczkach piasek przesypuje się pod stopami. Utrudnienia w ruchu jednak nieuniknione; czasem ktoś na środku drogi zaimprowizuje mecz siatkówki.  Dlaczego nie na plaży?

 

Dostępu do wody bronią zarośla namorzynowe. Szare, błotniste, wydzielające specyficzny fetor, kojarzą się raczej z siedliskiem czarownic niż z karaibskim rajem. Jednak to właśnie im  wysepki zawdzięczają swoje istnienie. Splątane ramiona na wpół zanurzonych w wodzie namorzyn tłumią fale morskie i wydatnie ograniczają erozję . A że nie są piękne, postanowiono uczynić je ciekawymi. W lokalnym centrum ekologicznym można nauczyć się rozpoznawać gatunki krzewów namorzynowych, poznać zwyczaje żyjących między nimi zwierząt. Kiedy już się zrozumie, że szara masa to tak naprawdę cenny ekosystem, namorzyny można polubić. Zwłaszcza, że plaża jednak jest. Urządzono ją na specjalnie zbudowanych pomostach. Nie ma na niej tłoku, bo większość gości Caye Caulker cały dzień spędza na łodzi. Snorklowanie na rafie, odwiedzanie bezludnych wysepek, czy nurkowanie w głębokiej na ponad 120 m podwodnej studni Blue Hole  - możliwości jest bez liku. Słońce, reggae, atmosfera niekończącej się balangi. A jednak przewodnik nie spoczywa na laurach; opowiada o zwyczajach mieszkańców rafy, mimochodem przypominając,  że dotyk zabija koralowce. Pod wodą długim wskaźnikiem pokazuje co ciekawsze gatunki. Zafascynowani klienci wrócą jeszcze wieczorem na filmy i pogadanki o tajemnicach podwodnego świata.  Ktoś twierdził, że odpowiedzialna turystyka to nuda?
 

Ciekawe linki:
www.sustainabletourismbz.org
www.travelbelize.org
www.ragamuffintours.com
www.howlermonkeys.org

 

autorka: dr Sylwia Kulczyk